Archiwa tagu: ryzyko inwestycyjne

Różne potrzeby konsumenta

Dzisiejszy wpis jest podsumowaniem trzech ostatnich publikacji dotyczących oszczędności w firmie. Zgodnie z obietnicą przedstawię praktyczne możliwości inwestycji i pokażę w zarysie co będzie najlepszym rozwiązaniem właśnie dla Ciebie.

Jeśli najbardziej zależy nam na bezpieczeństwie, zainwestujmy w obligacje. Zakładając że możliwość upadku państw UE (na szczęście temat ucichł i nie zapowiadają się kolejne transze wsparcia dla Grecji..) to najbezpieczniejsze rozwiązanie.

Ciekawe też będą obligacje korporacyjne – to odpowiednik obligacji państwowych jednak jest emitowany przed duże spółki i przedsiębiorstwa. Tutaj najważniejszym wyznacznikiem wyboru będzie wielkość firmy. Nie ma sensu kupować tych których zatrudnienie jest mniejsze niż 1000 osób oraz takich których udziały większościowe ma państwo. Można liczyć na stopy zwrotu o kilka pp wyższych niż WIBOR.

Wśród firm popularne są też tzw. skarbowe papiery dłużne – to również odmiana obligacji jednak tutaj konieczny będzie dział księgowy (kwestia wycen i rozliczeń).

Dla prywatnych inwestorów najbezpieczniejsze są standardowe lokaty jednak bardzo niskie oprocentowanie (tak, wiem – piszę o tym po raz n-ty) to nie do końca mądry wybór. Równie „proste” ale jakże mało rentowne są bony skarbowe.

Ciekawym rozwiązaniem jest albo samodzielna gra na giełdzie akcji albo powierzenie tej czynności biurowi maklerskiemu. Jeśli wybierzemy pierwszą możliwość, bardzo prosty i intuicyjny panel którym można zarządzać z domowego komputera udostępnia mBank.
Drugim – odrobinę bardziej ryzykownym i wymagającym większej wiedzy i doświadczenia – jest rynek walutowy. Tutaj również mamy możliwość dokonywania wszystkich operacji z domowego zaplecza. Jeśli zdecydujemy się właśnie na Forex, skorzystajmy z udostępnionych kont demonstracyjnych: dzięki nim nauczymy się podstaw i nie będziemy ryzykować prywatnych środków.

Oszczędności w firmie (na co dzień)

Dziękuję za ciepłe przyjęcie ostatniego wpisu. Dziś po części jego rozwinięcie. Tematu dotyczącego inwestycji w przedsiębiorstwie.

Skupię się na małych firmach gdyż to właśnie z nimi mam największy kontakt. Część jednak przedstawionych tutaj zasad sprawdzi się zarówno w przypadku indywidualnego przedsiębiorcy jak i dużej kompanii.

Na początek krótki zarys historyczny. Jeszcze w latach ’90 wszelka chęć zainwestowania nadwyżek gotówkowych mogła być przeznaczona na lokaty które przetrwały do dziś i są najpopularniejszą metodą „oszczędzania*” wśród polaków. Drugim popularnym rozwiązaniem były tzw. depozyty overnight – czyli jednodniowe. W przeciwieństwie od równie popularnych T/N (tomorrow/next day) gdzie termin otwarcia określa się jako kolejny dzień roboczy po zawarciu zlecenia.

Dziś sytuacja jest diametralnie inna. Do wyboru są dziesiątki jak nie setki ofert różniących się nie tylko stopą zwrotu, terminem i ryzykiem. Przedsiębiorcy mają możliwość np: traktowania takiej inwestycji jako typowa strona kosztowa (możliwość odliczenia od podatku dochodowego). Niestety jest to niewykorzystana okazja. Wciąż najpopularniejszym rozwiązaniem jest lokata terminowa. Dzięki niej można dokładnie oszacować termin, możliwy przychód i ewentualne (jeśli istnieje) ryzyko. Z drugiej strony płynność firm często nie jest zależna od tych drobnych kwot tylko od głównego nurtu gotówki przeznaczanego na zakup sprzętu, wypłacane pensje i oczywiście marketing. Dlaczego więc RORy są pełne? Argumenty o dużym ryzyku często są wyłączone gdyż oferowane instrumenty objęte są gwarancjami BGF (Bankowy Fundusz Gwarancyjny).
W kolejnym wpisie postaram się przedstawić temat z punktu widzenia oprocentowania czyli czysta matematyka finansowa. Dodatkowo – jeśli tym razem uda się dotrzeć do meritum do którego dostać się od kilku wpisów nie mogę – przedstawię praktyczne podejście do tematu.

*oszczędzanie to co innego niż przychody ledwo przekraczające próg inflacji..

Wstęp do kolejnych zagadnień

Zgodnie z obietnicą dziś podejmę tematykę biur maklerskich i zarządzania (kontrolą) akcjami. Zacznijmy jednak od początku…

Chcąc w jakikolwiek sposób uczestniczyć w życiu giełdy należy mieć możliwość komunikacji z nią. Najprostszym sposobem jest skorzystanie z usług biura maklerskiego czyli firmy zajmującej się pośrednictwem we wszelkich naszych zleceniach. Pomijając sytuację zakupu akcji na rynkach pierwotnych – czyli podczas pierwszych emisji, to jedyna możliwość.

Kiedy już założymy konto, wpłacamy do firmy pieniądze i kiedy tylko chcemy dokonać jakiejkolwiek operacji, dzwonimy i powiadamiamy o tym pracownika.. Zaraz, zaraz! Przecież mamy XXI wiek! Powiadamianie telefoniczne lub osobiste faktycznie działało kilka lat temu. Dziś założenie konta nie wymaga wyjścia z domu a zarządza się nim bezpośrednio z komputera.

Dodatkowo – co wydaje się również standardem – istnieje możliwość zarządzania przez telefon, za pośrednictwem tabletu, przez przeglądarkę. Rzadziej: za pomocą specjalnej aplikacji (takie zaś działanie ma miejsce w przypadku rynków Forex – więcej o nich przeczytacie na drugiej mojej witrynie poświęconej Forex).

Jeśli chodzi o prowizje biur: są to tzw. prowizje maklerskie czyli drobne kwoty pobierane od każdej transakcji (zależne od jej wielkości; to procent wartości). Należy jednak zaznaczyć że nie płacimy za samo zlecenie ale dopiero za jego realizacje. Co to oznacza? Ni mniej ni więcej że biuro zarabia dopiero w momencie kiedy kupi lub sprzeda nasze udziały. Jest to o tyle ważne że nie zawsze istnieje możliwość realizacji zlecenia po ustalonym kursie (chociaż ten ustalany jest przez rynek). Jeśli więc nie będzie można znaleźć strony transakcji, ta będzie oczekiwać na pierwszy dogodny moment.

W tym momencie przechodzimy do bardziej istotnej kwestii: samych zleceń. Nadzór nad nimi spracuje KNF (Komisja Nadzorów Finansowych). Oczywiście nie oznacza to że jej przedstawiciele mówią nam co możemy sprzedać a czego nie 🙂 Chodzi tu nadzór nad prawidłowością przebiegu procesu handlu: rzetelności, braku możliwości oszustwa i płynności procedur.

Koniec końców sama decyzja o przystąpieniu do handlu zawsze należy do nas. Warto mieć jednak świadomość że w każdym przypadku możemy stracić pieniądze. Związane jest to z tzw. ryzykiem inwestycyjnym. Aby je zmniejszyć należy grać „z głową”. Nie tylko przewidywać kursy akcji kierując się przeczuciem a korzystać ze sprawdzonych metod, m.in. analizie technicznej (analizy wykresów, wyznaczanie trendu) i fundamentalnej (wszelkie raporty z rynku, analiza informacji). Nie rozwijam tych dwu terminów gdyż tematem zajmę się bardziej dogłębnie w kolejnych wpisach.