Archiwa tagu: giełda

Złote zasady Hevina Daly

Jeden z bohaterów książki Hedge Fund Market Wizards (obawiam się że nie znajdziecie tego tytułu z polskich księgarniach – można kupić na Amazonie) w ciągu 2 lat (’99-’01) stopę zwrotu przekraczającą 870% brutto. Chciałbym dziś podjąć dyskusję o tak dużych możliwościach zwrotu: czy jest to realne zadanie dla przeciętnego czytelnika? Oczywiście pomijam tutaj kluczowy fakt: Kevin na samym początku inwestował kwoty rzędu kilkuset tysięcy USD – zwrot więc mógł być liczony w milionach. Zwykły inwestor posiadający na początku kilkanaście tysięcy również by nieźle zarobił jednak różnica między końcowymi kwotami jest kolosalna.

Dlaczego o tym piszę na samym początku? Żeby Wam uzmysłowić istnienie jednego drobnego faktu który nie pozwala większości zarabiać naprawdę dużych pieniędzy. Chodzi o barierę psychologiczną: czym wyższymi kwotami obraca inwestor tym bardziej jest ostrożny. Chce obracać pieniędzmi często ale nie w całości a inwestując poszczególne części kapitału w wiele drobnych zakupów. To z kolej skłania nas do zastanowienia się, jak dużo powinno ich być. Uwaga! To pierwsza pułapka (w której m.in. można przeczytać w książce) – wiele drobnych transakcji jest jak najbardziej ok jednak pójście w ilość powoduje że gracz (pozwolę tak sobie nazwać naszego inwestora) może przegapić moment kiedy należałoby spasować. Posiadanie dużej gotówki wcale do tego nie przekonuje: wręcz przeciwnie, aż chce się „łapać kolejne okazje”.

Wracając jednak do bohatera z książki. Traktuje on giełdę podobnie jak wielu guru zajmujących się handlem nieruchomościami czy chociażby jak Warren Buffett: inwestowanie w spółki traktuje jako ich przejęcie (poprzez wykupienie na tyle dużego pakietu akcji by mieć możliwość decydującego głosu podczas spotkań zarządu).
Jak proces wygląda w praktyce? Najpierw należy skanować rynek w poszukiwaniu przedsiębiorstw cechujących się niskim wskaźnikiem fundamentalnym. Korzysta z:

  • P/FCF (cena/wolne przepływy pieniężne),
  • P/E (cena a zysk),
  • EV/EBITDA (wartość przedsiębiorstwa względem zysku przed odsetkami, podatkami i amortyzacją),
  • EV/EBIT (wartość przedsiębiorstwa względem zysku przed odsetkami i podatkami).

Dzięki takiemu przefiltrowaniu wyławia około 5% kandydatów którym warto przyjrzeć się bliżej. Jak je analizuje: tutaj nie są brane pod uwagę czynniki czysto matematyczne a bardziej analiza fundamentalna: newslettery, wieści z gazet i konkurencji, raporty analityczne, itd.. Zanim jednak to nastąpi, wybierane są jedynie firmy które dostarczają towary i usługi będące niezbędnymi. Nie ma tutaj więc spółek kreujących modę na swoje produkty; są tylko te z bardziej tradycyjnym i sprawdzonym podejściem.

Na sam koniec – to co czego chciałem dojść na początku wpisu – Kevin inwestuje jedynie w spółki na których działalności się zna. Lub ma o ich działalności przynajmniej względne pojęcie. To bardzo mądre działanie: szczególnie dziś kiedy wielu inwestorów działa na zasadzie owczego pędu: skoro duża grupa kupuje, kupię i ja. Czasami się uda a czasami nie. Jeśli jednak chcemy dojść do czegoś większego, dobrze jest skupić się na zagadnieniach które rozumiemy. Jeśli jesteśmy specjalistami IT, inwestujmy w spółki zajmujące się nowymi technologiami. Jeśli nasi rodzice mają przedsiębiorstwo rolne, zainteresujmy się akcjami spółek mleczarskich.

Inwestycja czy pieniądze w skarpecie?

Zastanawialiście się gdzie inwestuje się prywatną gotówkę? Pytanie dotyczy zarówno osób indywidualnych jak i przedsiębiorstw. Niestety zgodnie z ostatnimi badaniami CBOS (bez bliższego źródła informacji – te były podawane w TVP Wiadomości) ponad 98% polaków nie inwestuje, pozostawiając fundusze na popularnych RORach (rachunek oszczędnościowo-rozliczeniowy). O tyle to dziwne że dzięki temu banki zarabiają ponad 5mld zł rocznie. Bez dodatkowych kosztów – wszak do prowadzenia konta dochodzą opłaty za prowadzenie, za wypłaty z bankomatu, za przelewy..

Dodatkowo czarę goryczy przelewa fakt że bardzo podobne zachowania i tendencje można zauważyć w przypadku podmiotów gospodarczych. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego że tutaj prym wiodą jednoosobowe działalności gospodarcze. Niemniej w dalszym ciągu nie tłumaczy to faktu że wszelka nadmiarowa gotówka winna być w ciągłym ruchu! Czy to poprzez zakup środków trwałych (i ich późniejszą amortyzację) czy w postaci zakupu najprostszych obligacji (lub ew. lokat terminowych). Dlaczego nie trzymać na koncie firmowym? Ktoś mógłby zarzucić że pieniądze potrzebne są na ew. inwestycje wewnętrzne, chwilowe i spontaniczne (nieprzewidziane) zakupy potrzebne do dalszej pracy. Oczywiście. Niemniej ile razy bym się nie spotykał z kadrą zarządzającą finansami, osoby te doskonale sobie zdają sprawę z tego co i co ile czasu się kupuje.

Wszelkie z pozoru „nieprzewidziane” wydatki były zaplanowane z odpowiednim wyprzedzeniem. Dlaczego więc nie pójść w ślad za zachodnimi spółkami jak np: ostatnia sytuacja firmy Apple która wreszcie się ugięła i wypłaciła dywidendy akcjonariuszom?
Wyjątkiem z jakim spotykam się coraz częściej są firmy parające się zarządzaniem kapitałem. Tutaj sytuacja jest zgoła inna. Niemalże 100% środków jest inwestowanych a pieniądze są w ciągłym ruchu.

Pierwsze kroki

Na wstępnie odpowiem na pytanie dlaczego cześć wpisów będzie ukazywać się w mniejszych fragmentach: aby dowiedzieć się wszystkiego o danym zagadnieniu, będziecie musieli przeszukać kilka wpisów. Odpowiedź jest banalna: na dzień dzisiejszy nie mam po prostu czasu pisać długich elaboratów. Mógłbym więc albo pisać rzadziej i publikować dłuższe wpisy albo praktykować to drugie, wybrane przeze mnie rozwiązanie: mniej a częściej. Tak jest po prostu wygodniej. Jeśli jest to dla Was faktycznie uciążliwe, proszę o kontakt mailowy – adres w stopce.

O czym dziś? Obiecane podstawowe zagadnienia: czym jest giełda, czym są inwestycje, kim jest emitent i animator… zaraz, zaraz! Przecież miały być podstawy publikowane w krótkich a treściwych wpisach! Poprzestańmy więc na pierwszym zagadnieniu a kolejne – już za tydzień.

Potocznie giełda kojarzy się – a jest to zasługą wielu filmów z Hollywood – z wielką halą w której kupujący i sprzedający ustalają pasującą obu stronom cenę za którą nastąpi wymiana posiadanych akcji czyli udziałów w danej firmie. W praktyce zaś hala jest po prostu dużą salą a większość operacji wykonywanych jest zdalnie, za pośrednictwem internetu i komputerów.

Przedmiotem handlu są – zarówno w filmowej fikcji jak i rzeczywistości – akcje. Te mają postać niematerialną: są szeregiem zer i jedynek zapisanych w komputerach tzw. Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych (w skrócie KDPW). Zarządzać nim można korzystając z posiadanego rachunku maklerskiego. Tutaj można wspomnieć iż na dzień dzisiejszy gra na giełdzie jest tak prosta jak gra na rynkach walutowych Forex. Bez wychodzenia z domu. Wystarczy założyć konto a kurier dowiezie umowę wprost pod nasze drzwi.

Skąd się biorą akcje?

Te są wydawane są przez emitenta czyli spółkę która na zasadzie obowiązującego prawa i zasadach jest niejako dzielona na tysiące i setki tysięcy mniejszych części. Właściciel ustala ile takich drobnych kawałków chce sprzedać. Tutaj ważnym jest aby nie sprzedać większości udziałów: w takim wypadku pierwotny właściciel straciłby prawo głosu a wraz z nim jakąkolwiek kontrolę nad firmą. Nie oznacza to od razu że należy kontrolować popularne 51% udziałów. Jeśli akcje są mocno rozproszone po rynku, często pakietem większościowym można uznać np: 10% czy 15% wszystkich udziałów (pozostałe osoby posiadają w takim wypadku jedynie 2-3% udziałów).

Kurs akcji

Ostatni poruszony dziś temat dotyczyć będzie wartości kursu czyli w jakiej cenie można kupić pojedynczą akcję. Pierwotna cena ustalana jest przez emitenta. W kolejnych etapach jej życia cenę ustala rynek i prawo popytu i podaży. Kiedy dużo osób chce zostać inwestorami (popyt jest większy niż podaż) cena rośnie, kiedy zaś większość ich posiadaczy stara się sprzedać (podać przewyższa popyt), cena spada.
W kolejnym wpisie napiszę co-nieco o biurach maklerskich i możliwościom kontroli akcji.